Zapomniałam dopisać, że zjadam śniadanie - do godziny po przebudzeniu, jem drugie śniadanie, obiad, podwieczorek i kolację - do 19-20. Usypiam około 23-24. Niestety piję sporo kawy... około 6 filiżanek rozpuszczalnej kawy z chudym 0,5% mlekiem.
W tygodniu każdego dnia robię 12 km na rowerze stacjonarnym - w ok. 60 minut. Jestem po dwóch operacjach żylaków i lekarz zalecił mi rowerek ale bez obciążenia.
Co drugi dzień 30 minut kręcę hula-hop z masażerem.
Latem biegałam rano 2 km, ale obecnie nie biegam. Stosuję kremy na cellulit - na uda. Bardzo chciałabym wysmuklic uda, pośladki - tam mam jeszcze najwięcej zmagazynowanych kilogramów. Od pasa w górę czuję się niemal chudo:)
Adrianna
11. października 2010 10:49
Pani Adrianno, przy tym całym sukcesie zostało w sumie niewiele kilogramów do zrzucenia, także teraz pozostaje jedynie wytrwałość. Wybrała Pani taki a nie inny rodzaj diety, więc trzeba być w tych postanowieniach konsekwentnym i nie podejmować żadnych gwałtownych ruchów. To, że waga się zatrzymała jest całkowicie naturalne. Ostatnie kilogramy organizm broni niezwykle zaciekle, zwłaszcza, że bardzo dużo ich stracił. Ostatni odcinek tej drogi może okazać się prawdziwym wyzwaniem, więc na sukces będzie trzeba odrobinę poczekać. Osobiście zalecałbym małą zmianę tej diety, ale proponowałbym to zrobić z wyczuciem, dlatego myślę, że wizyta w poradni okaże się tutaj pomocna. Jeżeli powoli odmieni Pani swój sposób żywienia, ale nie pogorszy przy tym jakości diety, jest szansa w tej całej walce jeszcze coś ugrać. Zaznaczam jednak, ze odchudzanie z ostatnich kilogramów nie zawsze jest łatwe i proste.
dr Dariusz Szukała
11. października 2010 16:53
Bardzo dziękuję za odpowiedź. Mam już wyznaczony termin spotkania w Chojnicach. Wiem, że nie będzie lekko. Czuję to już od jakiegoś czasu. Rozumiem, że mam nadal trwać w diecie - do spotkania w Chojnicach? Chciałam wczoraj przerwać dietę białkową na korzyść jakiejś zbilansowanej, ale rozumiem, że powinnam zrobić to ostrożnie, pod okiem dietetyka? nie chciałabym stracić tego, co z takim trudem wypracowałam.
Czy może mi Pan (w dużym przybliżeniu) oszacować ile czasu mój organizm może się tak zaciekle bronić? Jak mogłabym mu ułatwić?
Kolejny raz dziś słucham Pana audycji o żywieniu. Chylę czoła w uznaniu dla wiedzy i sposobu jej przekazywania.
Adrianna
11. października 2010 17:33
Bardzo dziękuje za miłe słowa :) Oczywiście rozumiem Pani sytuację, ale naprawdę określenie przedziału czasowego zrzucenia liczby kilogramów nie jest proste i może się jedynie opierać na teoretycznych wyliczeniach, czy też obserwacjach dotyczących innych osób. Tutaj należy pamiętać, że ta niewielka pozostałość tkanki tłuszczowej (w porównaniu do tego co było), może okazać się bardzo trudna do zrzucenia, co oczywiście nie oznacza, że niemożliwa. Nasz organizm posiada prawdopodobnie tzw. krytyczny punkt tkanki tłuszczowej, poniżej którego nie pozwala nam zejść. Im wyższa była w przeszłości nadwaga, tym ta poprzeczka jest zawieszona wyżej. Wynika to przede wszystkim ze zjawiska hiperplazji komórek tłuszczowych, co przekładając na prosty język oznacza znaczne powiększenie się liczby komórek tłuszczowych. W trakcie terapii odchudzającej możemy je odchudzić, ale niestety nie możemy za bardzo się ich pozbyć. Sama ich liczba (nawet jeżeli byłyby puste) stanowi więc pewną masę,której organizm nie może stracić. Na ile jednak istnieje jeszcze u Pani możliwość zrzucenia określonej liczby kilogramów, to z pewnością wykaże dalszy ciąg terapii. Stagnacja może mieć podwójne podłoże: albo jest uwarunkowana krytycznym punktem osiągnięcia tkanki tłuszczowej (też uwarunkowana genetycznie), albo też chwilową blokadą potrzebną do zaadaptowania się do nowej sytuacji. Jeżeli mamy do czynienia z drugim czynnikiem, to z praktyki powiem, że może to wyglądać bardzo różnie. Przeważnie jest to 1-3 miesiące. Myślę, że pewnym kluczem do sukcesu może być właśnie stopniowe przejście na bardziej racjonalną dietę. Oczywiście proszę się Pani Adrianno nie załamywać chwilowym brakiem efektów. Najważniejsze jest teraz to, aby nie dopuszczać do wzrostu kilogramów.
dr Dariusz Szukała
13. października 2010 09:39